Listy sprzętu na długie trasy są często pisane przez kogoś, kto przeczytał inne listy sprzętu. To opracowanie powstało po przejściu 1235 km z Malagi do Santiago szlakami Camino Mozarabe, Via de la Plata i Camino Sanabres - zawiera tylko to, co zostało zweryfikowane w czasie drogi. To nie jest płatna reklama czy współpraca. To doświadczenie zebrane podczas tygodni marszu, noclegów w namiocie i albergue, kontuzji kostki, deszczu i andaluzyjskich upałów.
Kilka rzeczy okazało się strzałem w dziesiątkę. Kilka kosztowało pieniądze i czas na naprawy w trasie. A jeszcze inne stanowiły tylko zbędny balast. Poniżej wszystko bez owijania w bawełnę.
Plecak - tu nie ma miejsca na eksperyment cenowy
To najtrudniejszy punkt tej listy, bo historia z trasy Malaga-Santiago jest przestrogą. Plecak Alpinus Otway 50l kosztował ok. 270 zł i przez pierwsze etapy sprawował się świetnie - wygodny, pakowny, z przednią klapą dającą łatwy dostęp do rzeczy. Zresztą sprawdził się już podczas wcześniejszej pielgrzymki na Camino Primitivo. Niestety, pierwsze oznaki słabości zaczęły wychodzić niedługo po opuszczeniu Malagi. Szwy zaczęły pękać, mimo że plecak nie był przeładowany. Igła i nici stały się nieodłącznym elementem każdego wieczoru - nie do przekłuwania pęcherzy, lecz do naprawiania sprzętu. Dlatego zabierz je z domu, zamiast szukać po drodze. Kosztują grosze, zajmują tyle co nic, a przydadzą się i do drobnych napraw, i do pęcherzy.
Jeśli zamierzasz przejść kilkadziesiąt kilometrów za jednym razem, to plecak kupiony nawet bez większego zastanowienia i przymierzania pewnie się sprawdzi. Jeśli planujesz wielodniową, długodystansową wędrówkę, warto wcześniej przemyśleć inwestycję w plecak z dobrej jakości szelkami i pasem biodrowym, które odciążą kręgosłup i ramiona. Pas biodrowy powinien przenosić 70-80% ciężaru plecaka na biodra. Być może da się kupić tani i solidny plecak, ale to wymaga czasu na poszukiwania. Nie zawsze też drogi sprzęt oferuje odpowiednią jakość. Przed zakupem najlepiej przymierz plecak z obciążeniem, dotknij i sprawdź jakość materiału i szwów. Czas poświęcony na to przed wyjazdem zaoszczędzi Ci stresu na szlaku.
Obuwie
Na trasie sprawdziły się Adidas Terrex Trailmaker Gore-Tex. Sporo miejsca na palce w przedniej części stopy, dobra amortyzacja, jakość wykonania na najwyższym poziomie. Gore-Tex poradził sobie z poranną rosą, mokrą trawą i niewielkimi opadami. Przy całodziennym deszczu, jak każde buty, w końcu przemokły. To kwestia fizyki, nie marki. Nawet najlepsza membrana nie zatrzyma wody wpływającej od góry. Suche skarpety w osobnej torebce w plecaku są ważniejsze niż przekonanie, że buty nie przemokną.
W takich sytuacjach najlepiej wypchać mokre buty gazetami, które świetnie chłoną wilgoć (tylko pamiętaj, żeby te gazety co jakiś czas wymieniać na suche!). A skąd wziąć gazety na Camino? Nie jesteś pierwszy, który przemoczył buty - większość albergue ma przygotowany zapas starej prasy dla pielgrzymów.
Drugą parą obuwia, którą warto rozważyć, są sandały. Source Classic Black - bardzo wytrzymałe, idealne po całym dniu marszu, żeby dać stopom odetchnąć, sprawdzają się też pod prysznicem. Więcej par obuwia to zbędne kilogramy w plecaku, nic więcej.
Jedno jest pewne, niezależnie od modelu, buty muszą być wychodzone, zanim wyruszysz na szlak. Najlepiej noszone regularnie przez co najmniej 4-6 tygodni. Nowa para zabrana na szlak to duże ryzyko obtarć w miejscach, których się nie spodziewasz.
Buty biegowe, trekkingowe, trailowe, barefoot, a może trampki? Nie ma na to jednej odpowiedzi, bo każdy ma inne stopy, inną budowę i inne dolegliwości. W butach, które zabierasz na szlak, masz czuć się komfortowo i mieć pewność, że są porządnie wykonane i wytrzymają kolejne kilometry, które planujesz przejść.
Odkrycie wyjazdu - koszulka merino za rozsądne pieniądze
Coraz częściej podróżnicy sięgają po odzież z wełny merino. Koszulki Vistula (choć ta marka nie kojarzy się z outdoorem), skład 50% merino i 50% bawełny, ok. 88 zł za sztukę w promocji - to było odkrycie tego wyjazdu. Trzy takie koszulki wystarczyły na całą trasę. Materiał nie chłonął przykrych zapachów, szybko schnął po wieczornym praniu w zlewie i dobrze regulował temperaturę zarówno w andaluzyjskich upałach, jak i chłodnych porannych godzinach bliżej Santiago. To kompromis między czystym merino (droższym) a bawełną (która mokra lepi się do ciała i nie chce schnąć). Kompromis, który całkowicie wygrał.
Uczciwie należy jednak zaznaczyć, że te koszulki Vistuli mechaciły się pod szelkami plecaka, a wyprane w pralce po powrocie (zgodnie z zaleceniami) nieco się zmniejszyły. Niemniej jednak ten eksperyment zachęca do zainwestowania w typowo outdoorową odzież z wełny merino.
Do kompletu dochodzi cienki sweter wełniany jako druga warstwa na koszulkę - na chłodne poranki lub pod pelerynę - oraz kamizelka puchowa na chwile, kiedy nie ma potrzeby zasłaniać ramion. Ta sama kamizelka zwinięta w pokrowiec służyła w nocy jako biwakowa poduszka.
Peleryna, nie kurtka
Kurtka przeciwdeszczowa Columbia sprawdza się na co dzień i jako warstwa przeciwwietrzna w chłodne poranki. Do ochrony przed deszczem na długiej trasie warto założyć pelerynę Forclaz MT900 2.0, która okrywa również plecak. Oznacza to, że wszystko pod nią jest suche nawet po całodziennych opadach. Jedyna wada - mogłaby być dłuższa, bo woda spływa na nogi i zalewa buty od góry.
Namiot, jeśli planujesz biwakować
Naturehike Cloud Up 1 to namiot, który po tej trasie można polecić ze spokojnym sumieniem. Rozkłada się i składa błyskawicznie, jest lekki, a pomimo niewielkich rozmiarów zmieściły się w nim jednocześnie rozłożone śpiwór, karimata i plecak z zachowaniem przestrzeni do komfortowego snu. W ciepłe noce wystarczyła sama sypialnia bez zewnętrznej powłoki - to spora zaleta przy andaluzyjskich temperaturach. Dla osób powyżej 190 cm może być za krótki, warto to sprawdzić przed zakupem.
Do namiotu dochodzi karimata Forclaz MT100 (180x50 cm) i śpiwór Simond MT900 0°C. Ten śpiwór na początku trasy w gorącym klimacie był za ciepły, ale kiedy na północy Hiszpanii temperatury nocne spadały do 9-10 stopni - był w sam raz do spania w samej bieliźnie i cienkiej koszulce. Do noclegów tylko w albergue wystarczyłby lekki liner albo bardzo cienki śpiwór.
Elektronika - co się sprawdziło, co było klapą
DJI Mic Mini - intuicyjna obsługa, doskonała jakość nagrywanego dźwięku, a przez cały 41-dniowy wyjazd bank energii w etui zużył zaledwie 25% pojemności. Na trasie nie było potrzeby ich ładowania.
Powerbank Amblight 30000mAh PD65W to drugi sprawdzony sprzęt - ładuje iPhone 15 ok. 6-7 razy do pełna. Przy biwakach bez dostępu do gniazdek to spokój głowy na wiele dni. Daje też niezależność, kiedy w albergue wszystkie gniazdka są zajęte.
Zupełnie inna historia to powerbank indukcyjny Joyroom MagSafe 10000mAh. Wyglądał jak dobre rozwiązanie dla użytkownika iPhone'a. W praktyce, przy korzystaniu z telefonu z podpiętym powerbankiem, bateria prawie się nie ładowała, a przy renderowaniu filmiku poziom nawet spadał. Totalna klapa.
Zatyczki do uszu
Brzmi jak żart, ale to poważna sprawa - i pierwsza rzecz, która ląduje w plecaku. W albergue ktoś zawsze chrapie, ktoś inny wstaje o piątej i głośno pakuje plecak. Zatyczki woskowe OHROPAX Classic są na tyle duże, że przy mniejszych uszach można je podzielić na pół. Paczka kosztuje ok. 23 zł i to najlepiej wydane pieniądze, które gwarantują dobrą regenerację w nocy w niesprzyjających warunkach współdzielonego dormitorium.
Kilka rzeczy, które nie miały sensu
Tabletki elektrolitowe z Decathlon. Uleganie propagandzie, że przy andaluzyjskich upałach sama woda nie wystarczy. Kiedy tabletki się skończyły, poczucie nawodnienia było lepsze niż z nimi.
Powerbank indukcyjny Joyroom MagSafe - opisany wyżej w sekcji o elektronice. Obiecująco wyglądał, w praktyce ledwo ładował telefon.
Mydło w kostce
Jedna kostka mydła wystarczyła na całą trasę. Do mycia ciała, do prania ręcznego w zlewie. Mydło w kostce eliminuje ryzyko zalania rzeczy w plecaku, które przy żelach i szamponach jest całkowicie realne. Można je wrzucić gdziekolwiek w plecaku. Prosto i skutecznie.
Bidony zamiast butelki
Dwa bidony 950 ml kupione na początku trasy w Maladze. Mieszczą się w bocznych kieszeniach i są zawsze pod ręką - bez zdejmowania plecaka. Duży plus za pokrywkę chroniącą ustnik przed kurzem. Podczas długiego marszu to nie szczegół, bo pijąc kilka litrów dziennie sięgasz po bidon kilkadziesiąt razy.
Warto też wiedzieć, że poproszenie o uzupełnienie bidonu wodą w barze czy restauracji to w Hiszpanii żaden nietakt! I w dodatku zupełnie za darmo. A im bliżej Santiago, tym częściej spotkasz fontanny z wodą pitną (agua potable), w których śmiało możesz uzupełnić zapasy bez obaw o jakość wody.
Ile to wszystko kosztuje?
Startując od zera z pełnym zestawem biwakowym - od 5000 do 10 000 PLN. Wariant z noclegami tylko w albergue, bez namiotu i śpiwora - od 2000 do 5000 PLN. Masz już buty, plecak i kurtkę? Reszta to 500-1500 PLN.
Najdroższe pozycje to buty, plecak i namiot. Tu nie ma sensu szukać najtańszej opcji - to sprzęt, który determinuje komfort przez setki kilometrów. Resztę można pożyczyć, kupić używane lub wybrać tańsze marki.