Każdego roku ponad 400 tysięcy osób kończy pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Liczba ta podwoiła się w ostatniej dekadzie. Przewodniki turystyczne piszą o trendzie. Media o instagramowej trasie. Ale żaden trend nie utrzymuje się przez 700 lat. Tu dzieje się coś innego.
Szlak, który nie jest dla jednego rodzaju ludzi
Na Camino spotkasz każdego. Nastolatka idącego z ojcem. Emeryta po operacji kolana. Kogoś po rozstaniu. Kogoś, kto właśnie stracił pracę. Kogoś, kto tę pracę właśnie rzucił. Ateistę i księdza. Prawnika i farmera. Żaden inny szlak pieszy na świecie nie ma takiej różnorodności uczestników. I żadna pojedyncza odpowiedź nie wyjaśni, co ich wszystkich przyciąga.
Jeden motyw, który się powtarza
Jeśli porozmawiasz z pielgrzymami przy kolacji w albergue, szybko zauważysz pewien wspólny wątek. Nazywają go różnie - oderwanie, reset, porzucenie. Ktoś zostawił za sobą stary nawyk. Ktoś toksyczną relację. Ktoś styl życia, który przestał go lubić. Ktoś inny dopiero szuka tego, co mogłoby go zastąpić.
Porzucenie. Nie ucieczka, lecz świadome zostawienie czegoś i wyruszenie w stronę czegoś nowego. Być może dlatego patronem tej pielgrzymki jest właśnie Jakub - jeden z pierwszych Apostołów, który zostawił łodzie, sieci i ojca i poszedł w nieznane. Nie wiedząc dokąd konkretnie. Idąc za czymś, co go poruszyło. To opowieść stara jak szlak i chyba właśnie dlatego nie traci aktualności.
Dla wierzących i dla wszystkich innych
Camino ma wyraźny wymiar duchowy i nie ma sensu udawać, że tak nie jest. Szlak prowadzi do katedry z grobem świętego Jakuba. Większość miejscowości na trasie ma kościoły otwarte dla pielgrzymów. Ranne msze, błogosławieństwa, cisza kapliczek przy drodze - to część pejzażu, nie tło.
Dla wierzących bywa jednym z głębszych doświadczeń wiary w życiu - nie dlatego, że jest łatwe, lecz właśnie dlatego, że jest długie, zmęczające i otwierające. Kiedy ciało jest zajęte chodzeniem, głowa zaczyna pracować inaczej. Na modlitwę, na pytania bez łatwych odpowiedzi, na rzeczy, na które na co dzień nie ma czasu.
Dla osób niereligijnych szlak oferuje coś równie trudnego do opisania - przestrzeń do myślenia, ciszę zamiast powiadomień, rytm kroków zamiast kalendarza spotkań. Wielu wraca zmienionych, nie będąc w stanie powiedzieć dokładnie, co się stało.
A co z modą?
Może trochę. Część osób idzie dla zdjęcia pod katedrą. Część, bo ktoś z pracy polecił i akurat był wolny tydzień. To nie przekreśla sensu - często najważniejsze rzeczy zaczynają się od impulsu, który z zewnątrz wygląda trywialnie.
Twój powód, żeby wyruszyć, jest równie ważny jak każdy inny. Nie musisz go uzasadniać. Wystarczy, że jest prawdziwy. A las i góry blisko domu też dają to samo - wystarczy wyjść.